niedziela, 6 marca 2016

ZŁOTE DŁUTO #14

Lubię początki miesiąca. Każdy początek daje szansę na jakiś nowy plan działania, nowe strategie i projekty. Na początku miesiąca zastanawiam się zawsze co chciałabym osiągnąć, kogo odwiedzić, z kim umówić się na kawę, komu zrobić jakąś niespodziankę, albo z czym zmierzyć się na nowo. I nie pisałabym o tym, ale w marcu mam ambitny plan nauczyć się pływać. Ile czasu mi to zajmie, czy wystarczy tylko jeden miesiąc - nie wiem, ale od miesiąca chodzę na aqua aerobik i powoli zaczynam oswajać się z wodą, której boję się od najmłodszych lat. Paradoksem jest że kilka ostatnich urlopów spędzałam nad różnymi morzami, ale trudno odmówić sobie relaksu w towarzystwie ognistych zachodów słońca nad bezkresną tonią, wśród uspokajającej melodii fal. Znacie to uczucie prawda? :)

Tak więc w lutym postawiłam na ruch, dietę i wodę. A czy w marcu wykonam pierwszy w swoim życiu skok na głęboką wodę, nie wiem, boję się jak cholera, czuję adrenalinę, ale póki nie spróbuję, nie uspokoję się. Zakładam, iż lepiej żałować, że się spróbowało, niż żałować że zabrakło nam odwagi. I tę zasadę wcielam co jakiś czas w życie.

Skończył się miesiąc luty, a był dość obfity w różne wydarzenia. Największym echem z blogosferze odbiły się  oczywiście walentynki, trochę mniejszym Fashion Weeks, a na koniec Leo otrzymał Oscara, więc jak głosi jeden z memów: 'koniec śmieszkowania' ;)
Wracając do walentynek, zauważyłam, że komercjalizm tego dnia jakby nieco słabnie, co z mojego zdystansowanego punktu widzenia jest tendencją dodatnią. Zrobiłam kiedyś mały sondaż, wśród znajomych, pytając czy wolą kino kawiarnię i spacer w walentynki, czy w grudniu po południu, bez zapowiedzi, spontanicznie, podyktowane porywem serca partnera. Wynik był jednogłośny, na rzecz niespodziewanych, nieprzymuszonych, nieproklamowanych impulsów ze strony naszej połowy.
I tak, czytając w lutym różne walentynkowe posty, trochę się wynudziłam, bo ile można oglądać wciąż ogłaszane propozycje stylizacji na ten dzień, albo listę prezentów. A jednak zawsze tego dnia przypomina mi się pewna historia, którą zawsze lubię opowiadać innym:
Otóż jakiś czas temu pewna rozgłośnia ogłosiła konkurs na najpiękniejsze zdanie jakie kobieta usłyszała od mężczyzny. Panie dwoiły się i troiły, by przywołać różne wyszukane wyznania miłości. Było ich wiele, ale na próżno. Patetyczne tyrady, peany i frazy poległy w starciu z jednym prostym zdaniem :

"ŚPIJ KOCHANIE, JA WSTANĘ DO NASZEGO DZIECKA"

Nie znam tego Mężczyzny, pewnie nie prowadzi bloga, ale to JEMU symbolicznie dedykuję moje wirtualne złote dłuto, bo wiem, że u boku takiego mężczyzny kobieta ma walentynki 365 dni w roku  i takiego Mężczyzny sobie i Wam drogie Czytelniczki życzę :)


Pozdrawiam ciule i do następnego;)
p.s. czytelnicze podsumowanie w następnym poście.


9 komentarzy:

  1. To ja mam Walentynki na co dzień- a właściwie co drugi dzień, bo juz na początku naszego rodzicielstwa ustaliliśmy zasadę współodpowiedzialności. Jak był okres conocnych pobudek naszych dzieci (a nie wymagały już podania mleka bezpośrednio ode mnie), to wstawaliśmy na zmianę- jedna noc ja, jedna mąż.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szacunek, ja się już raczej nie nauczę pływać, za bardzo się boję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj prawda, taki facet to byłby skarb :D Bardziej życiowe wyznanie, niż niejedne miłosne słówka. Co do Walentynek - nie obchodzę, nie przepadam, ale wiem, że ludzie potrzebują takiego święta zakochanych, a właściciele sklepów i restauracji zacierają ręce. Zwykle wtedy jestem w pracy, więc sporo się naoglądałam.
    I powodzenia w spełnianiu sportowych zamierzeń :) Pływanie jest świetne i warto poświęcać mu mnóstwo czasu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nauczyłam się pływać i jeździć autem po 30stce, a za Nauczyciela miałam mojego najwspanialszego "Walentego" - Męża :)

    OdpowiedzUsuń
  5. OO fajny cel - życzę powodzenia, i wiadomo się uda :). Skoro Leo dostał Oskara (ha ha, hi hi :]), biedak za całokształt twórczości już chyba, no to gdzie tam Tobie by miało z pływaniem nie wyjść :).

    Ja po wielu latach stabilnego, aczkolwiek bardzo nudnego zasuwania na łyżwach - łit łit prosto przed siebie jak popierdółka jakaś, postanowiałam że w tym roku podniosę 'poprzeczkę'. Nauczyłam się przekładanki i płynnej jazdy tyłem. Wiadomo, można więcej, ale to za rok, sezon dobiega końca, a szkółka dla dorosłych czynna od listopada :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Brawo on! :) Nie mam dzieci ale wierzę, że usłyszeć takie zdanie od faceta to marzenie nie jednej mamy ;)
    www.sylwiaszewczyk.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Walentynki,hmmm swego czasu były dobrym pretekstem dla nieśmiałych małolatów, żeby "niby tak niewinnie okazać, że się ktoś nam podoba", nie będąc narażonym na wyśmianie i pod tym kątem uważam, że Walentynki są ok. Ponieważ mój czas jednak już minął, bo już tego jednego, a właściwie to on ma mnie:), więc jest mi wszystko jedno czy to walentynki czy nie, jak jesteśmy zmęczeni to niepotrzebna nam kolacja przy świecach, a jak chcemy iść do kina, to idziemy nie koniecznie w Walentynki. W nauce pływania życzę sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak najbardziej temu panu należy się Złote Dłuto.
    Serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz jest dla mnie ważny.